Nieśmier­telność jest bar­dzo łat­wa do osiągnięcia. Wys­tar­czy nie umierać* (676)

Jeden z wielu jesiennych dni. Późne popołudnie. Zaparkowała przy centrum handlowym, takiej świątyni współczesnego i zarazem ułomnego człowieka. Wysiadła z samochodu i ruszyła ku jednemu z dwóch przestronnych wejść. Obrotowe drzwi wchłaniały dziesiątki jej podobnych. Po przejściu kilkunastu kroków dostrzegła starszego mężczyznę z białą laską. Sprawiał wrażenie bezradnego. Gdy tylko podeszła bliżej usłyszała:
– Czy może mi ktoś podpowiedzieć, w którą stronę iść do spożywczego.
Zatrzymała się. Miał zaczerwienione oczy i pokryta kilkudniowym zarostem twarz. Wyczuła lekki zapach alkoholu, który był niczym w porównaniu z zapachem kwaśnego potu i brudu.
– Pomogę panu, proszę wziąć mnie pod ramię.
Mężczyzna uchwycił ją tuż przy łokciu. Niepewnie stawiał kroki po wybrukowanej i nierównej nawierzchni. Dopiero w środku poczuł się pewniej.
– Proszę się nie obawiać. Jestem przy panu.
W spojrzeniu mijanych ludzi dostrzegała zdziwienie i jakiś wyraz obrzydzenia. Podprowadziła go do sklepu.
– Jesteśmy na miejscu.
– Jest pani drugą osobą, która w ciągu dwóch lat zatrzymała się przy mnie i pomogła.
– Ależ, co pan mówi. To przecież niemożliwe…
– Proszę mi powiedzieć, dlaczego nie mogę już umrzeć?
Zapadła cisza. To było proste pytanie. W niewidzących oczach mężczyzny była odpowiedź.

Reklamy